Tu się tobrze pisze

Strona główna » Posty oznaczone 'polskie drogi'

Archiwa tagu: polskie drogi

Tags

100 lat planowania Afryka architektura Argentyna Berlin Biała Podlaska Białoruś Białystok Biebrza Biedronka biogazownie Biłgoraj Boliwia Brazylia brzydota budżet obywatelski Bug buspasy Bułgaria Bychawa Carnaval Sztukmistrzów celebryci Chełm Chile Chiny CSK Czechy Dania Decentralizacja deforestation demografia dobra zmiana Dolny Śląsk dresiarze edukacja Egipt ekologia emerytury energia estetyka faszyści filmy Francja galerie handlowe Gardzienice Gdańsk gospodarka Grecja GreenVelo GW górnictwo głupie helikoptery historia Holandia Hrubieszów imigracja Indie Indonezja Inne Brzmienia islam Japonia Jedzenie i picie kajaki Kambodża kamienie Kanada kapitalizm kapitał społeczny kapsle Katowice Kazimierz Dolny Kielce klimat KOD Korea kościół Kraków Kraśnik ksiądz poświęcił książki Kurpie lewactwo Litwa Londyn Lubelszczyzna Lublin Lubuskie Lwów mapy Marchew marihuana Mazowsze Mazury Małopolska media minimalizm Misiewicze Morawiecki muzyka nacjonalizm Narew Natura 2000 Niemcy Noc Kultury Olsztyn ONR osobiste Ostrołęka Ostrów Maz. OZE Parki Narodowe parkowanie Paryż patriotyzm Pawłowicz Pieniny PIS PKB PKP podatki Podkarpacie Podlasie Polesie polityka Polska w budowie polskie drogi Powstanie warszawskie Poznań praca prawactwo PRL przyjazne państwo przyroda przyszłość Puszcza Biała Puszcza Białowieska Pułtusk płace Płock Razem regulacje rzek reklama religia rewolucja rodzinne rolnictwo Rosja rowery Roztocze rośliny Rumunia rzeki Rzeszów samowystarczalność seks Siedlce Skierbieszowski Park Krajobrazowy smog Sopot susza Syria Szczawnica Szczecin Szlak Jana III Sobieskiego sztuka Szwecja Szyszko Słowacja terroryzm TTIP Uber Uchodźcy UE UK Ukraina umiarkowanie Urugwaj USA Warmia Warszawa Wielkopolska Wieprz wieś Wilno Wisła woda Wrocław wykresy węgiel Węgry Włocławek zabytki Zakopane Zamość zieleń miejska ZUS Ład przestrzenny Łotwa Łódź łódzkie Śląsk śmieci świętokrzyskie źródła

Koszty wypadków drogowych w Polsce

W ubiegłym roku w Polsce skutki wypadków drogowych pochłonęły 64 mld zł. Proszę zauważyć, że program „500+” kosztuje 32 mld zł. Więc gdybyśmy o połowę zredukowali w kraju liczbę wypadków, to mielibyśmy pieniądze na cały rok dla takiego programu.

Zredukować liczbę wypadków? Ale to jak to? Że trzeba będzie w mieście jeździć bezpieczniej i przepisowo 50, a nie 120?!! To lepiej podatki podnieść niż ograniczać swobody obywatelskie. Zamach na wolność! Miasta nie są po to, żeby jeździć przepisowo. Jak ktoś chce spokoju na ulicach to niech się w Bieszczady wyprowadzi (albo do Holandii).

Parkowanie po lubelsku

Na pamiątkę z paru ostatnich spacerów po mieście. Może ten syf parkingowy kiedyś zniknie i to będzie tylko złe wspomnienie ;) – taki żarcik. Ten syf to część naszej kultury i tożsamości.

Taksówki na Starym Mieście w Lublinie

Kolejna odwieczna walka z urzędnikami o lepszą przestrzeń miejską.
Tym razem nie moja (moja też), ale taka ogólnomiejska, mieszkańców, organizacji rozmaitych itp.. Problem wjazdu taksówek na ciasne Stare Miasto powraca co jakiś czas. Bo miejsca jest za mało, a taksówek za dużo.
Spożywałem w knajpie coś tam. Zacząłem robić zdjęcia. Czas zdjęć od godziny 19:38 do 20:54. Nie są to wszystkie samochody, które wjechały. Byłem w kiblu, byłem w barze zamawiać, płacić, nie wszystkie taksówki „cykłem”.

Dodam jeszcze, z taksówek korzystam, nic nie mam do nich, ale na Stare miasto nie powinny wjeżdżać. Postój jest rzut beretem. Tu wszędzie jest bardzo blisko.

 

Parkowanie w Lublinie. Parkowanie w Berlinie

Moja osobista walka z wiatrakami (z lubelskimi urzędnikami). Takie małe podsumowanie po powrocie z Berlina (bo tam się da).
Wg lubelskich urzędników w pokazanych na zdjęciach miejscach nie da się postawić słupków, bowiem będą one utrudniać przejście pieszym. Tak mi odpowiadają. Parkujące nielegalnie samochody oczywiście przejścia pieszym nie utrudniają. Niepojęte to jest dla mnie. Stąd ta galeryjka na podsumowanie mojej paroletniej wymiany zdań z urzędem. W Berlinie słupki nie utrudniają przejścia pieszym, mało tego nie utrudniają przejazdu rowerzystom – słupki stojące tuż obok ścieżek uniemożliwiają parkowanie na chodniku. Tam jest porządek, u nas musi być burdel. Dziękuję wam urzędnicy. Polski syf to wartość narodowa i wy o nią dbacie.

Ostatni list od urzędników:

W oparciu o dane przekazane przez Wydział Zarządzania Ruchem w Zarządzie Dróg i Mostów w Lublinie informujemy, że postój pojazdów na załączonym przez Pana zdjęciu odbywa się niezgodnie z oznakowaniem, gdyż w tym miejscu dopuszczony jest on na jezdni równolegle do krawędzi. W hierarchii obowiązujących norm prawnych w pierwszej kolejności obowiązują przepisy ogólne Prawa o ruchu drogowym, potem znaki, a następnie urządzenia bezpieczeństwa ruchu. Znaki pionowe i urządzenia bezpieczeństwa ruchu powinny być zatem stosowane, gdy przepisy w danym miejscu nie mają zastosowania lub trudno je jednoznacznie odnieść do konkretnej sytuacji. W przedstawionych przez Pana przykładach tak nie jest. W miejscach, w których stwierdza się poważne nieprawidłowości obowiązują elementarne przepisy. Proceder ten nie wynika więc z braku ich znajomości lecz z ignorancji i nieodpowiedzialności. Stojąc na stanowisku, że najlepszym sposobem rozwiązania tego typu problemów jest zastosowanie wygrodzeń, doprowadzilibyśmy w skali miasta do pojawienia się gąszczu słupków blokujących lub innych urządzeń bezpieczeństwa ruchu. W związku z powyższym ZDiM nie zaopiniował pozytywnie proponowanych przez Pana rozwiązań.

A tu parę zdjęć z Berlina, gdzie jak widać ani liczne słupki („gąszcz słupków”), ani też stojące „niezgodnie z oznakowaniem” samochody nie utrudniają przejścia pieszym. Samochody nie stoją, bowiem stoi ten „gąszcz słupków”. Jednak nikomu ów gąszcz życia nie utrudnia. Lubelscy urzędnicy – patrzcie, uczcie się i proszę zmieniajcie to miasto na lepsze.

Śmierć na pasach

W tym kraju nieprędko będziemy jeździć z przepisową prędkością. Nawet śmierć człowieka nie daje do myślenia. Oczywiście częściowo winna była piesza. Wbiegła na pasy. Ale kierowca jechał w tym miejscu już ponad 60km/h. Od ronda ze światłami jest jakieś 100 metrów. Tam musiał jechać wolno, do tego przejścia zdążył rozpędzić się do ponad 60. Ile by jechał dalej, gdyby nie wypadek? Dalej jest prosta, szeroka ulica. Dalej jest moja ulica. Szeroka, prosta, czteropasmowa z jedną tylko zebrą. Niektórych pacjentów szacuję na jakieś min. 100 na godzinę. To patologiczna miłość do prędkości. I tak zaraz będą się musieli zatrzymać na światłach, ale ten kilometr prostej będą sprawdzać jak szybko można jechać w mieście.

Mamy tragiczną na tle Europy wypadkowość. I tak zostanie na dlugie lata. Ponad 3000 trupów rocznie. Całe miasteczko rocznie znika. Nie ma zrozumienia, że w mieście jeździ sie wolniej. Nawet jeśli część winy ponosi ofiara, kierowca wjechał na pasy za szybko.

Potrącił przebiegającą dziewczynę. Siła uderzenia była tak duża, że Aleksandrę odrzuciło na ponad 20 metrów.
Zespół biegłych uznał, że Arkadiusz C. również przyczynił się do tragedii. Jechał prędkością nieco ponad 60 km/h, a więc powyżej dozwolonej normy. Nie zachował też szczególnej ostrożności przed przejściem dla pieszych. Powinien spodziewać się, że na pasach będą ludzie. Zwłaszcza w pobliżu centrum handlowego. … Zdaniem specjalistów, wypadek był nieunikniony, ale mniejsza prędkość volkswagena dałaby pieszej szansę na przeżycie.

Komentarze nie dają nadziei, że tu będzie bezpieczniej na drogach:

No ja rozumiem jak by jechał 100 km/h czy wiecej a nie 60. Nie dość, że czlowiek ma dziewczynę na sumieniu to jeszcze ktoś chce się wzbogacić. Badźmy ludzmi.

Moim zdaniem to nie jest sprawiedliwy wyrok. Gdyby ten kierowca jechał 100km/h, to by przejechał PRZED wbiegającą na przejście studentką. I tyle.

Ktoś wskakuje pod samochód, niszczy go a odpowiada za to kierowca tego samochodu – parodia

Może rodzina studentki powinna zapłacić, piesi robią co chcą na przejściach

Może i jechał za szybko, ale nie oszukujmy się nie gnał. Wiedział, że jest przejście, ale nikogo nie widział kto chciałby przejść, więc zapewne dlatego nie zaczął hamować.

… czyli można wbiegać na przejścia dla pieszych! Czy to żart ? Nie dość że ktoś się ubierze na czarno, to jeszcze bezmyślnie wchodzi/wbiega na przejście i czyja wina- kierowcy „bo jechał”

tzn winny pieszy to chyba rodzina powinna zapłacić za szkody dla kierowcy, to że są pasy to nie zwalnia od myślenia, więcej takich wyroków to rozzuchwali bystrych pieszych

Oburzający wyrok , dający prawo bezmyślnym studentom włażenie bezkarne na pasy bez spojrzenia w którakolwiek stronę

Rodzinka denatki dorwala sie do kompa. Trzeba bylo nauczyc corunie przechodzic przez jezdnie. Mam nadzieje, ze nie dostaniecie grosza.

Kto w ogóle jezdzi 50km/h, przeciez to jest bardziej niebezpieczne bo zasnąć można przy takiej jezdzie. 50 km. to co niektórzy rowerem jadą.

Dziewczyna sama sobie winna, bo kto mądry wbiega na przejście, czy nawet wchodzi w słuchawkach. Facet nie miał szans na uniknięcie wypadku, a mimo wszystko został ukarany potrójnie.

Wydumanych islamskich terrorystów z isis się boją, a tymczasem prawdziwi terroryści jeżdżą do kościołów co niedziela i nikt ich się nie boi…

Zamachy terrorystyczne w Polsce

Prawica straszy nas zamachami islamistów. Są mapki, są liczne komentarze itp. Tzw. patrioci są zatroskani o bezpieczeństwo Polaków, ale pis zapewnia, że u nas jest bezpiecznie, bo nie przyjmiemy uchodźców.

 

No dobra. Nie twierdzę, że terroryzm to nie jest problem, ale należy zadać pytanie czy tolerowanie piratów drogowych to nie jest lekceważenie bezpieczeństwa Polaków? W Polsce ginie rocznie parę tysięcy ludzi w wypadkach. W wyniku zamachu nie zginął dotąd nikt. W Polsce na 1000 mieszkańców ginie znacznie więcej ludzi niż na zachodzie. Giniemy jak muchy, bo tolerujemy chamstwo, lekceważenie przepisów, nadmierną prędkość. To jest terroryzm skierowany przeciwko Polakom. Ja czuję, że potrzebujemy zwiększenie stanu osobowego drogówki, a nie straży granicznej.

Wystarczy poguglać i znajdziemy rozmaite mapki kontrastujące z tą mapką o imigranckich zbrodniach.

 

Niech ktoś mi powie czy poniższy wyczyn nie jest po prostu TERRORYZMEM? Czy prawicowi mędrcy zatroskani o bezpieczeństwo Polaków nie mają nic do powiedzenia? Szczególnie liczne w Polsce są potrącenia pieszych oraz jazda po pijaku. Kierowca terrorysta wie, że pieszy nie ma szans w starciu z tonowym autem dlatego poluje na niego na pasach. To jest terroryzm.

Nowa Sól. 20-latek bez prawa jazdy rozjechał 4-letnie dziecko na pasach

Tekst z brd24.pl. Tam znacznie więcej przykładów działalności terrorystów w Polsce.

Pijany kierowca wjechał w dzieci. 2-letnia Natalka straciła nogę.
Dziecko padło ofiarą pijanego pirata drogowego, który wjechał w idącą chodnikiem rodzinę i uciekł, nie udzielając im pomocy…

… 67-letnia kobieta zbliżając się do wyjazdu ze stacji paliw zsiadła z roweru, by przejść przed stojącymi samochodami. Nie zauważyła jej kobieta kierująca Land Roverem i potrąciła rowerzystkę. 43-latka za kierownicą wysokiego samochodu nawet nie zauważyła, że przejechała kobietę. Ciągnęła rowerzystkę pod samochodem przez kilkanaście metrów …

Troje rannych po wypadku na trasie Malewszczyzna – Józefów Roztoczański (Lubelskie). 27-latka za kierownicą miała blisko 1,5 promila alkoholu, nie miała prawa jazdy

Pijany kierowca wjechał w dwa samochody w Niemczy (Dolny Śląsk). Policjanci znaleźli go w domu …

Zderzenie samochodów w Chorzowie. Za kółkiem siedziała była prezes Sądu Rejonowego w Siemianowicach Śląskich. Była pijana …

Niestety obawiam się, że prawicowi patrioci nie traktują zabitych czy potrąconych pieszych jako ofiary terroryzmu. Wręcz przeciwnie pewnie, to bieda-piesi czyhają na życie kierowców. Piesi to terroryści. Prawica zakaże ruchu pieszego i będzie spokój.

 

U nas rozwiązań ekologicznych nie uznaje się za lewicowe

Taka rozmówka z Paulem Goedknegtem, miejskim urbanistą 170-tysięcznego Nijmegen w Holandii

Co byś zmienił w polskich miastach?
– Po pierwsze trzeba poprawić infrastrukturę rowerową. W tej chwili w Polsce jazda rowerem jest albo bardzo niebezpieczna, jeśli wybieramy ulicę, albo niewygodna, jeśli jedziemy chodnikiem między pieszymi.
Po drugie usunąłbym samochody z chodników. W polskich miastach piesi i rowerzyści przepychają się na niewielkiej przestrzeni, bo chodniki są zastawione przez auta. Rowerów przybywa, więc piesi się denerwują. Trudno im się dziwić, ale prawdziwym problemem są samochody – to one zajmują najwięcej przestrzeni.

Czy ograniczenie ruchu samochodowego w centrum szkodzi lokalnemu biznesowi? Jak było w Holandii?
– Biznes nadal się rozwija, mimo że parkowanie w centrum jest bardzo drogie, a wjazd utrudniony. Moje miasto jest tak zaprojektowane, że droga dla samochodów wiedzie slalomem i są na niej duże ograniczenia prędkości. A rowerem jedzie się prosto i szybko, bo oprócz zwykłych dróg dla rowerów budujemy tzw. autostrady rowerowe – szybkie i bezkolizyjne. W Nijmegen udało nam się radykalnie ograniczyć ruch ciężarówek w centrum. Zbadaliśmy, że krążące po mieście dostawczaki były w połowie puste. Wymusiliśmy więc na przedsiębiorcach korzystanie ze znacznie mniejszych pojazdów i stworzyliśmy system dzielenia się samochodami. Dzięki niemu wjeżdżająca do miasta ciężarówka zaopatruje kilka różnych biznesów. A w drodze powrotnej odbiera dostawy lub odpady od jeszcze innych. Generalnie uważam, że jeżeli jakiś biznes nie potrafi działać, nie niszcząc środowiska, nie powinniśmy po nim płakać. W długiej perspektywie gospodarka nie straci na jego zniknięciu.

Duża część rodziców woli podwieźć dzieci do szkoły i na zajęcia autem, bo chcą im zapewnić bezpieczeństwo.
– To jest problem, przez który przechodziły wszystkie zachodnioeuropejskie miasta. Zaczynało się od niewielkiej grupy rodziców, którzy podjeżdżali pod szkoły samochodami, ale wtedy inni – jeszcze odprowadzający dzieci pieszo – zauważali, że ruch samochodowy jest coraz większy i to zagraża bezpieczeństwu. I też zaczynali odwozić je autem. To się tak nakręciło, że codziennie okolice szkół zapełniały się samochodami.

Tak jest teraz w Warszawie. Co z tym zrobić?
– My rozwiązaliśmy to twardo. Ogłosiliśmy, że nie wolno podjeżdżać samochodem pod szkoły. Jak ktoś to robi, dostaje karę. Pod szkołę można się dostać pieszo lub na rowerze. Dzięki temu dzieci są bezpieczniejsze, a powietrze lepszej jakości.

– Różnica pomiędzy Polską a Holandią polega też na tym, że u nas rozwiązań ekologicznych nie uznaje się za lewicowe, a u was tak. W Holandii wszyscy chcą, żeby było czysto. Ale i my mieliśmy dawno temu etap lewicowych etykietek. Mogę was pocieszyć, że to mija.

Parkowanie na UMCS

Na lubelskim uniwersytecie UMCS prowadzone są badania nad błotem. Naszym narodowym skarbem. Dlatego trawniki wokół siedziby uniwersytetu zamienione zostały w błoto. Nasz narodowy skarb.

We Francji takie miejsca wyglądają mniej więcej tak jak na poniższym zdjęciu, ale wiadomo, że tam upada cywilizacja białego człowieka.

Zieleń nie rozjeżdżona samochodami. Nie do pomyślenia w Polsce

Błoto i klepisko na poboczach

Tak mi się tylko marzy, żeby nasze pobocza dróg zamiast błota, klepisk, jakichś wądołów i kałuż były porośnięte kwiatami. Np. bzami.

 

Jak zginąć to na przejściu przejściu dla pieszych

WpisWpis Migalskiego trafny. Dodać jednak trzeba, że Polak tez woli byc zabity na przejściu dla pieszych. Ważne, żeby ubił go inny Polak. Na pewno nie imigrant.

Ps. I jeszcze takie

IMG_20170329_160454

Samochody uduszą Warszawę

Tylko zanotuję – przejeżdżałem samochodem przez Warszawę tranzytem tydzień temu i jedyne, co miałem ochotę powiedzieć – skurwiałe, chore miasto.
Efekty polskiego braku planowania przestrzennego i tego, że każdy chce mieć domek pod miastem (przy błotnistej ulicy, bez dojazdu, bez komunikacji). Urbanizacja w patologicznej formie. Atrapa cywilizacji.

A tu jeszcze taki tekst: Pomiędzy Moskwą a Wiedniem. Jakie będą polskie miasta w 2050 roku?

Najwięcej problemów w perspektywie 20-30 lat będą nam sprawiać rozlane na ogromnych przestrzeniach przedmieścia …
W 2050 roku doczekamy się wreszcie mieszczaństwa, które będzie chciało mieszkać w centrach – prognozuje dr Kubicki. – To będą ludzie, którzy teraz oglądają świat zza szyb samochodów rodziców. W tej chwili chodzą do przedszkoli i podstawówek, najstarsi może do liceów. I spędzają czas w mikroskopijnych ogródkach podmiejskich segmentów i w autach dojeżdżając do szkół i na zajęcia dodatkowe. W ramach odreagowania prawdopodobnie będą się z rodzinnych domów na przedmieściach wyprowadzać właśnie do centrów. To pokolenie dziś najdotkliwiej odczuwa skutki rozlewania się miast  – uważa socjolog. To może być dobry trend, bo zwarte miasto jest tańsze w utrzymaniu, a jego wypełnione ludźmi ulice tętnią życiem. Ale jest też druga strona tego medalu. W domkach na przedmieściach zostaną rodzice. Ci, którzy w tej chwili mają 30-45 lat. To, że z naszymi rozlanymi przedmieściami będziemy mieli w Polsce 2050 roku ogromny problem, jest jednym z najbardziej prawdopodobnych i dobrze opisanych już scenariuszy. Utrzymanie 150-metrowej willi z ogródkiem będzie dla pary emerytów (a emerytury nie rysują się nam specjalnie efektownie) bardzo obciążające finansowo. Ponieważ większość suburbiów jest zaplanowana (czy raczej niezaplanowana) tak, że ich mieszkańcy są uzależnieni od samochodów, to wciąż będziemy mieli problem korków.

Na forum polemika, że utrzymanie domu kosztuje mniej niż mieszkania w centrum. No, ale dojazdów i tych nikt nie zlikwiduje.

 

Buspasy w USA

Fragment wpisu o buspasach B. Węglarczyka:

Krótko po tym, jak przeprowadziłem się do USA w 1998 r., któregoś dnia pędziłem autem na ważne spotkanie. Było tak ważne, że widząc korek, skręciłem na bus pass i popędziłem nim do przodu. Jakieś 500 m.

Bo 500 m dalej stał policjant. Machnął na mnie, zjechałem na bok. Leniwie podszedł, stuknął w szybę, przedstawił się grzecznie i bardzo spokojnym tonem zapytał:

– Czy wie pan, że jedzie pan po bus passie?
– Wiem, panie oficerze, bardzo przepraszam…
– Dlaczego jedzie pan po bus passie?
– Bo bardzo się spieszę, przepraszam raz jeszcze.
– Proszę poczekać w aucie, sprawdzę pana numery.

I wrócił do swojego auta. W USA sprawdzanie numerów to normalka, zawsze to robią, żeby zobaczyć, czy auto nie jest kradzione, czy kierowca nie jest poszukiwany itd. Czekałem więc grzecznie. Czekałem 2 minuty. 5 minut. 15 minut. 45 minut. Godzinę. Godzinę i 20 minut.

W USA nie wysiada się nigdy z auta, jeśli policjant o to nie poprosi. Więc siedziałem i czekałem dostając powoli histerii. Po 80 minutach policjant wrócił, stuknął w okno i powiedział:

– Nadal się pan spieszy?
– Nie, już nie.
– To dziękuję, może pan jechać.

Nigdy więcej nie wjechałem na bus pass.

Przypominam sobie tę historię każdego dnia rano, gdy stoję w korkach w centrum Warszawy, a po bus passie mkną jeden za drugim auta, które nie powinny nim jechać. Nikt się nie przejmuje, nikt ich nie kontroluje. A wystarczyłoby postawić raz na jakiś czas policję i potrzymać takie auto przez godzinę, nawet bez wręczania mandatu. …