Tu się tobrze pisze

Strona główna » Polska wita » Sroczyński: Pomidor, czyli czego nie widzieliśmy

Sroczyński: Pomidor, czyli czego nie widzieliśmy

Wklejam całe, bo warto. Tekst jest zasadniczo płatny, to ja go upublicznię za darmo. Bo ważne rzeczy trzeba przekazywać dalej.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Na rozmaite pretensje zgłaszane wobec III RP odpowiedź od lat brzmi „pomidor”. Zawsze da się znaleźć jakieś imponujące dane – PKB, kilometry autostrad, a ostatnio padł argument, że w III RP niesamowicie wzrosła liczba… zmywarek

Mój kolega z „Wyborczej” Paweł Wroński przeanalizował przemówienia prezydenta Dudy wygłaszane po całej Polsce. Mają podobną strukturę: prezydent wyraża podziękowanie za zaproszenie, za „wysiłek”, za to „że tak wiele osób się zebrało”, potem mówi, jak bardzo się cieszy, że znalazł się w tym miejscu, następnie wczuwa się w nastrój zebranych, którzy do tej pory „byli poniżani” i „odbierano im godność”, których „krzywdzono” i „nie słuchano”. Prezydent zapewnia, że „teraz to się zmieni”. Publiczność jest zaczarowana. „Czuję się wreszcie zauważona” – mówi jakaś pani. Możemy jak zwykle robić sobie z tego żarty, ale możemy też spróbować coś zrozumieć.

Poczucie bycia niewidzianym i lekceważonym jest po tamtej stronie autentyczne. To nie wytrych, manipulacja na użytek kampanii wyborczej. Skąd się wzięło? Sądzę, że właśnie płacimy słony rachunek za lata 90. i klimat polskiej transformacji. Nie chodzi mi o takie czy inne decyzje Balcerowicza i kolejnych ekip, ale właśnie o klimat. To „niewidzenie” zaczęło się wtedy. Upadały fabryki, wielu ludziom grunt usuwał się spod nóg, tymczasem w debacie publicznej maglowaliśmy głównie kwestie kulturowe i tożsamościowe. Znajomy robotnik wspomina to tak: „W miasteczku zamykali jeden, drugi, trzeci zakład, nie za bardzo wiedzieliśmy, co dalej, a w telewizorze Andrzej Szczypiorski w imieniu elit pouczał nas o tolerancji”. Słowa płynęły w jedną stronę – z góry na dół. To nigdy nie była rozmowa.

Do obiegu szybko weszło sformułowanie „homo sovieticus”, którego użył Józef Tischner. Nie sądzę, żeby przewidywał, do czego zostanie wykorzystane. Dla nowej klasy średniej stało się rodzajem pałki do walenia po głowach tych, którym nie wyszło. Pegeerowcy? Homo sovieticus, potrafią tylko chlać. Szwaczki z Łodzi? Wyuczone bezradności, roszczeniowe. Homo sovieticus – który jest, jaki jest, i taki pozostanie – wspaniale rozgrzeszał z zaniechań, zaniedbań i zwykłego braku solidarności. Na rozmaite pretensje zgłaszane wobec III RP odpowiedź od lat brzmi „pomidor”. Zawsze da się znaleźć jakieś imponujące dane: PKB, kilometry autostrad, ostatnio jeden z publicystów użył argumentu, że w III RP niesamowicie wzrosła liczba… zmywarek. Zza tych liczb nie widać życia.

Poważne kłopoty polskich elit ze wzrokiem objawiły się ostatnio pod postacią „zielonej wyspy”, którą „ominął światowy kryzys”. Na dole kryzys był widoczny gołym okiem. Bo jego ciężar zepchnięto na barki pracujących, zabierając im płatne urlopy, chorobowe, ubezpieczenia i względne poczucie stabilizacji, jakie daje praca na etacie. Kodeks pracy miał być rozmontowany na chwilę, żeby ulżyć firmom, ale już tak zostało. Obecnie dyżury ochroniarzy trwają po 150 godzin. Doktoranci zarabiają na siedmiu zleceniach. Sprzątaczki są wypychane z publicznych instytucji na outsourcing. Monterów w znanym koncernie motoryzacyjnym przenosi się co pół roku do innej agencji pracy tymczasowej. W debacie publicznej bardzo długo prawie nikt o tym nie mówił. A jeśli nawet mówił, to tak, że mogło to współ-obywateli jedynie ranić i irytować. Oto zmuszeni do przejścia na samozatrudnienie słyszeli entuzjastyczne opinie telewizyjnych ekspertów o „eksplozji drobnej przedsiębiorczości” (bo przecież widać ją było w statystykach GUS). Wypchnięci do agencji pracy tymczasowej – gdzie patologie zakwitły takie, że zainteresowały nawet Komisję Europejską – słyszeli o zbawiennej elastyczności, która pobudza PKB. Outsourcowane ze szkolnych stołówek kucharki mogły się z kolei radować, że na ich plecach realizuje się idea „taniego państwa”, bo dzięki outsourcingowi wszyscy zaoszczędzimy. Nosiło to wszelkie znamiona średniowiecznych tortur, za które dręczony ma jeszcze podziękować, bo służą powszechnemu zbawieniu.

Niewidzenie kogoś (albo spraw dla niego istotnych) jest najpoważniejszą formą odzierania z godności. To z kolei rodzi wściekłość. No to ją mamy. Poczucie krzywdy – nawet jeśli słuszne – nie uzasadnia okrucieństwa, które w imieniu swojego elektoratu funduje nam teraz Jarosław Kaczyński. Nie rozgrzesza z ostentacji uprawianej przez PiS w nocy w Sejmie, z tego naddatku mściwości, który najlepiej wyraziła Krystyna Pawłowicz, rzucając do opozycji: „Mniam, mniam, smakuje?”. Ale jeśli już przechodzimy przez okres smuty, to warto ten czas wykorzystać nie tylko na protesty, ale też solidnie przemyśleć własne błędy. Bo nie jest tak, że Kaczyński poprowadził lud na manowce, a my – cali na biało. Mamy istotny udział w fatalnym klimacie, w którym obecnie tkwimy po szyję.

Susan Sontag w jakimś wywiadzie powiedziała tak: „W związkach miłosnych czy przyjaźniach nie podoba mi się podejście: och, ja byłam taka cudowna, a ona mnie skrzywdziła. Nawet jeśli czasem faktycznie tak bywa, udaje mi się przekonać samą siebie, że za kłopoty jestem przynajmniej w pewnym stopniu współodpowiedzialna. Dzięki temu czuję się silniejsza i nabieram przekonania, że mogę kierować wydarzeniami”.

– – – – – – – – – – – – – – –

Komentarze nie moje rzecz jasna, pod tekstem:

Nareszcie ktoś próbuje stawiać diagnozy. Jaki to niewyobrażalny skok jakościowy w tej gazecie. Znalazł się ktoś kto próbuje zrozumieć wyborców a nie w bardziej lub mniej zawoalowany sposób drwi z nich i obraża. Pierwszy mały kroczek do przywrócenia debaty publicznej. Boję się tylko, że sam Sroczyński nie da rady… Przydałoby się więcej takich ludzi:)
Może przestalibyśmy się okładać pałami a zaczęli rozmawiać:)

. . . . . . . .

„Słowa płynęły w jedną stronę – z góry na dół. To nigdy nie była rozmowa.”

Jak ulał pasuje do naczelnego GazWybu.

. . . . . . . . .

zaczynają mnie męczyć analizy, dlaczego jest jak jest, wydaje mi się, że listę grzechów i zaniedbań III RP i rządzącej do niedawna PO wszyscy znamy już na pamięć
ważniejsze wydaje mi się pytanie: ALE CO TERAZ?
jesteśmy skazani na czyściec (oby tylko, a nie piekło) pis?

Niby się zgadzam z powyższym, ale nie wszyscy jeszcze to wiedzą. W samej GW jeszcze tego nie wiedzą. GW puściła ostatnio jakiś żenujący tekst Maziarskiego o tym, że Razem = PIS, że młodzi zamiast obalać PIS i kochać KOD i działaczy PO i Petru to się nimi brzydzą. Tam komentarz w podobnej tonacji, który pasuje tu jak ulał.

Maziarski

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Tags

100 lat planowania Afryka architektura Argentyna Berlin Biała Podlaska Białoruś Białystok Biebrza Biedronka biogazownie Biłgoraj Boliwia Brazylia brzydota budżet obywatelski Bug buspasy Bułgaria Bychawa Carnaval Sztukmistrzów celebryci Chełm Chile Chiny CSK Czechy Dania Decentralizacja deforestation demografia dobra zmiana Dolny Śląsk dresiarze edukacja Egipt ekologia emerytury energia estetyka faszyści filmy Francja galerie handlowe Gardzienice Gdańsk gospodarka Grecja GreenVelo GW górnictwo głupie helikoptery historia Holandia Hrubieszów imigracja Indie Indonezja Inne Brzmienia islam Japonia Jedzenie i picie kajaki Kambodża kamienie Kanada kapitalizm kapitał społeczny kapsle Katowice Kazimierz Dolny Kielce klimat KOD Korea kościół Kraków Kraśnik ksiądz poświęcił książki Kurpie lewactwo Litwa Londyn Lubelszczyzna Lublin Lubuskie Lwów mapy Marchew marihuana Mazowsze Mazury Małopolska media minimalizm Misiewicze Morawiecki muzyka nacjonalizm Narew Natura 2000 Niemcy Noc Kultury Olsztyn ONR osobiste Ostrołęka Ostrów Maz. OZE Parki Narodowe parkowanie Paryż patriotyzm Pawłowicz Pieniny PIS PKB PKP podatki Podkarpacie Podlasie Polesie polityka Polska w budowie polskie drogi Powstanie warszawskie Poznań praca prawactwo PRL przyjazne państwo przyroda przyszłość Puszcza Biała Puszcza Białowieska Pułtusk płace Płock Razem regulacje rzek reklama religia rewolucja rodzinne rolnictwo Rosja rowery Roztocze rośliny Rumunia rzeki Rzeszów samowystarczalność seks Siedlce Skierbieszowski Park Krajobrazowy smog Sopot susza Syria Szczawnica Szczecin Szlak Jana III Sobieskiego sztuka Szwecja Szyszko Słowacja terroryzm TTIP Uber Uchodźcy UE UK Ukraina umiarkowanie Urugwaj USA Warmia Warszawa Wielkopolska Wieprz wieś Wilno Wisła woda Wrocław wykresy węgiel Węgry Włocławek zabytki Zakopane Zamość zieleń miejska ZUS Ład przestrzenny Łotwa Łódź łódzkie Śląsk śmieci świętokrzyskie źródła
%d blogerów lubi to: